
Tomas Tranströmer
Literacką Nagrodę Nobla otrzymał w tym roku Tomas Tranströmer, szwedzki poeta, pisarz i tłumacz.
Urodził się 15 kwietnia 1931 w Sztokholmie. W 1950 rozpoczął studia na kierunkach historii literatury i religii a także psychologii. W 1957 został asystentem w Instytucie Psychometrii. W latach 1960-1966 pracował jako psycholog w zakładzie poprawczym. W 1980 otrzymał zatrudnienie w instytucie rynku pracy.
W 1990 przeżył udar mózgu. Częściowo sparaliżowany poświęcił się odtąd twórczości poetyckiej jako głównemu zajęciu. Mimo niedowładów oraz (częściowej) utraty mowy nie zaprzestał prowadzenia aktywnego trybu życia i spotykania się z czytelnikami. Jego rzecznikiem jest żona Monika, która towarzyszy mu w podróżach i spotkaniach publicznych.
Poezję Tranströmera cechuje duża zwięzłość. Pisze o doznaniach religijnych, jego wiersze ujawniają inspiracje muzyczne (poeta gra na fortepianie i organach), poruszają problemy zagubienia człowieka we współczesnym świecie. Język poezji Tranströmera jest wyciszony, jednocześnie w utworach spotyka się obrazy pełne paradoksów.
W tym samym roku został laureatem literackiej Nagrody Nobla, za zwięzłe, przejrzyste obrazy, które dają nam świeży dostęp do rzeczywistości.
Wieczór grudniowy - 72
Stigar, 1973, przekład Leonard Neuger
A oto ja niewidzialny człowiek zatrudniony może
przez jakąś wielką Pamięć by żyć właśnie teraz. No i mijam
zamknięty na cztery spusty biały kościół w którym stoi świątek
uśmiechnięty, bezradny, jakby mu odebrano okulary.
Samotny. Wszystko inne jest teraz, teraz, teraz. Prawo
ciążenia, które wtłacza nas
w pracę za dnia i w łóżko nocą. Wojna.
Do przyjaciół za granicą
Stigar, 1973, przekład Leonard Neuger
Tak mało do Was pisałem. Lecz czego nie mogłem napisać
rosło jak dawny statek powietrzny
i w końcu wyślizgnęło się przez nocne niebo.
Oto list u cenzora. Cenzor zapala lampę.
Wszytko przywiera, co mi zbędne.
W świetle wyskakują moje słowa jak małpy na kratę:
miotają się, zamierają, pokazują zęby!
Czytajcie między wierszami. Sptokamy się za lat 200,
gdy zapomniane będą mikrofony w ścianach hotelu
i nareszcie zasną. Staną się skamielinami.
Słowik w Badelundzie
Zielony środek nocy przy północnej granicy słowika. Ciężkie liście wiszą w transie, głuche samochody pędzą w stronę linii neonów. Głos słowika nigdy nie zbacza, jest równie przenikliwy jak pianie koguta, lecz piękny i pozbawiony próżności. Byłem w więzieniu i odwiedził mnie. Byłem chory i odwiedził mnie. Wtedy nie zauważyłem go, dopiero teraz. Czas spływa ze słońca i księżyca do wszystkich tik tak tik taktownych zegarów. Lecz właśnie tutaj czas nie istnieje. Tylko głos słowika, surowo brzmiące tony które ostrzą jasną kosę nocnego nieba.




